Tyma razem pojedynczy element w różnych ujęciach. Święty Mikołaj, czyli Jamajski natural za pośrednictwem lekko spóźnionej Poczty Polskiej dostarczył dla Aubriety i dla mnie paczkę z różnymi prezentami.
Między innymi żółty szalik - piękny żółty, kurczaczkowy kolor, skład bliżej nie określony (brak metki) jednak bardzo miły w dotyku. Ponadto jest olbrzymi i daje się układać w różny sposób.
Zawiązany na węzeł "wyblinka".
Zestaw na wieczorowy spacer - w dzień niestety jestem w pracy, a zmierzch zapada bardzo szybko.
W paczce też były inne "ciuchowe" prezenty - odsłony za jakiś czas.
pozdr.Vslv
p.s. ten żółty kolor na fotkach jest dominujący - w naturze nie jest, aż tak "agresywny".
Piątek od samego rana i później był deszczowym dniem. Stąd też, tym razem strój był dopasowany do warunków.
Przede wszystkim płaszcz typu "rain-coat" z odpowiedniej tkaniny zapewniającej nieprzemakalność - do tego porządny filcowy kapelusz. W innej wersji pokazywałem to w poście Rainy Day Blues
Tym razem jednak inne buty, czyli "waterproof" Timberland
Cały ten zestaw - mimo,że do pracy chodzę pieszo pozwala obywać się bez parasola. W sam raz nad morzem silne sztormowe wiatry nie są zbyt przyjacielskie dla takiego urządzenia.
Również spodnie Dockers - bawełna plus domieszka czegoś tam - nie od razu "łapią" wodę, chociaż nie są "waterproof".
Solidna lekarska torba z dobrej skóry przetrzyma każdą burzę.
Jako, że jest to piątek - koszula bez kołnierzyka, wiązana zamiast guzików. Taki wschodni lub hippisowski akcent.
Nastała prawdziwa późna jesień - szara, deszczowa, mglista i trochę smutna. Odbiło się to również na wyglądzie "ulicy". Przeważają wyraźnie ciemne ubiory - mało jest kolorów, a już jasne ubrania są prawdziwym wyjątkiem.
Płynąc pod prąd przez ostatnie dni ubieram się na jasno.
Wtorek 17.11.2009
jasnoniebieska koszula i wełniana marynarka w jasnoszarym kolorze - "łącznikiem" są delikatne prążki.
skarpetki wbrew obiegowym opiniom również jasne :)
Środa 18.11.2009
Tak jak w poprzedni dzień płaszcz w jasnym kolorze.
Zbiór wszystkich elementów - jasne, że na jasno. Szalik na zdjęciu wyszedł cokolwiek ciemniejszy niż jest w naturze - chyba jednak wymienię go na żółty.
Wczoraj w N-ce oglądałem jakiś rosyjski film z żółtym szalikiem w tle i przypomniał mi się film z J.Gajosem "Żółty szalik" - muszę coś takiego znaleźć :)
Zaklinanie świata przyniosło skutek i dziś w godzinach przedpołudniowych wyjrzało słońce - czego wszystkim życzę na najbliższe dni :))))
W dniu dzisiejszym z okazji moich urodzin stałem się szczęśliwym posiadaczem pary sztybletów firmy Timberland - Men's Mt. Washington City Chelsea
Buty są solidne i nadają się do wędrówki po mokrym i pełnym wybojów mieście, lecz również i na dalsze wyprawy.
Seria waterproof - z czasem okaże się na ile są water, a na ile proof.
Zaletą jest również to, że protektor nie sięga do brzegu podeszwy, dzięki czemu nie mają całkiem "traperskiego" wyglądu.
W ramach "oswajania" Harris Tweed jacket podjąłem próbę połączenia tego w miarę sensowną całość.
Spodnie ciemnozielone z grubego drelichu, koszula czerwona z drelichu, krawat w kolorze spodni - trochę bardziej "wyrafinowany" lekko błyszczący z jedwabiu.
Tak też wybrałem się do pracy.
W "pełnym" zestawie jest zarówno kamizelka, jak i marynarka
No i bardziej "odchudzone" wersje
Trochę elementów z całości.
Podsumowując - spodnie mogą być, jednak w końcu muszę raczej znaleźć coś wełniano/tweedowego.
No i wracając do butów. Prezent świadczy o tym, że moja najdroższa fundatorka Szamanka Aubrieta od czasu do czasu akceptuje moje zwariowane pomysły i różne wyprawy - wędrówka po lasach, spanie w błocie, spadanie z konia ......
Chociaż zazwyczaj kilka dni przed kolejnym projektem bywa różnie ..... znowu Cię gdzieś niesie .....
Jak zwykle ilustracja - tym razem sentymentalnie
Jan Wołek - Piosenka dla chłopców od Bruegel'a (FAMA 1977)
No i jeszcze dodane - właśnie otrzymałem życzenia od mojej córki - e-poczta bo właśnie jest w Singapurze
Poza przyjemnością z pamięci i otrzymanych życzeń jest to również komentarz do jednego z cytatów: - Ciekawe jakbym zareagowała na takie zajęcie mojego ojca czy też dziadka! zamieszczonego w "Umieramy w wieku 30+"
Szalik jest inny, znacznie cieplejszy - od rana prószy śnieg i wieje zimny wiatr. Do pracy chodzę pieszo, minus kawałek promem przez kanał.
Zrobiłem fotkę metki przyszytej na płaszczu - Malcolm Kenneth NY. To co znalazłem w sieci, jest to prawdopodobnie "zabytek" z lat 60-tych. Może ktoś wie coś więcej na temat tej firmy.
Chociaż za oknem jest raczej deszczowo i mglisto, to przynajmniej strojem można przywołać Złotą Jesień - NLP czasami skutkuje.
Nie jest zbyt zimno - tak więc szal z kaszmiru plus rękawiczki i niezbyt gruby płaszcz wystarczy.
To już czwarty z mojej kolekcji - przydatny w wyjątkowo zmiennym pogodowo okresie zimowo-jesiennym.
Teraz można usiąść w fotelu i popatrzeć przez okno
W zestawie
cienka marynarka w kratę - w biurze jest dość ciepło
koszula DOCKERS'
ciemnożółty krawat
ciemnozielone spodnie z wełny meryno