Witam,
druga już z kolei wyprawa na pogranicze. Tym razem są to brzegi Zalewu Szczecińskiego po niemieckiej stronie. Fotek dość dużo, jednak w sam raz trafiły się trzy różne światy:
- bardzo stara wieś, osada rybacka Kamminke z historią sięgającą wczesnego średniowiecza,
- brzegi Zalewu Szczecińskiego,
- okolice lotniska Heringsdorf.
Sam zestaw szmatkowy to z wierzchu high-tech trekkingowy, a wewnątrz jak zwykle wełenki. Podsumowując to właśnie ta tradycyjna warstwa sprawdziła się o wiele lepiej, niż nowoczesne wynalazki. Obejmuje to również wysokie buty z doskonale wyprawionej skóry i solidny filcowy kapelusz.
Sama wędrówka to pięć godzin i kilkanaście kilometrów, początkowo prawie słonecznie, z czasem mżawka i deszczyk.
pozdr.Vslv
poniedziałek, 7 lutego 2011
piątek, 4 lutego 2011
url11 AUBRIETA
Witam,
dzisiaj urodziny Szamanki Aubriety, tak więc jej poświęcony jest ten temat. Wodnik to znak powietrzny, jednak zgodnie ze swoją nazwą i wizerunkiem ma związek z wodą. Dzień niestety zgodny z prognozą, czyli pochmurny i deszczowy. Chociaż jak przystało na znak, dmuchało dzisiaj również nieźle.
Aubrieta po zebraniu życzeń i prezentów wyruszyła do swojej kwiaciarni i równocześnie do obchodów Święta Południowego-Wschodu.
Vega i ja troszkę pospacerowaliśmy i troszkę przedrzemaliśmy ten dzień.
O zachodzie słońca powrót Aubriety. Warto nadmienić, że czerwoną suknię i zielony płaszcz uszyła własnoręcznie jesienią.
pozdr.Vslv
dzisiaj urodziny Szamanki Aubriety, tak więc jej poświęcony jest ten temat. Wodnik to znak powietrzny, jednak zgodnie ze swoją nazwą i wizerunkiem ma związek z wodą. Dzień niestety zgodny z prognozą, czyli pochmurny i deszczowy. Chociaż jak przystało na znak, dmuchało dzisiaj również nieźle.
Aubrieta po zebraniu życzeń i prezentów wyruszyła do swojej kwiaciarni i równocześnie do obchodów Święta Południowego-Wschodu.
Vega i ja troszkę pospacerowaliśmy i troszkę przedrzemaliśmy ten dzień.
O zachodzie słońca powrót Aubriety. Warto nadmienić, że czerwoną suknię i zielony płaszcz uszyła własnoręcznie jesienią.
pozdr.Vslv
czwartek, 3 lutego 2011
spoko to tylko url10
Witam,
dzisiejszy dzień nie obfitował w nadzwyczajne zdarzenia, jednak odnotowuję go gwoli kronikarskiego obowiązku. Pogoda nawet niezła i trochę sobie pospacerowaliśmy.
No i teraz Vega sobie drzemie
Wcześniej rano sfotografowałem stary obiekt systemu wod-kan pochodzący z czasów, jak wczorajsza stacja uzdatniania wody.
Między innymi przetrwała kamienna misa do wody, chociaż już na trochę brzydszej elewacji.
Pojawił się też zwiastun wiosny, czyli bazie.
pozdr.Vslv
dzisiejszy dzień nie obfitował w nadzwyczajne zdarzenia, jednak odnotowuję go gwoli kronikarskiego obowiązku. Pogoda nawet niezła i trochę sobie pospacerowaliśmy.
No i teraz Vega sobie drzemie
Wcześniej rano sfotografowałem stary obiekt systemu wod-kan pochodzący z czasów, jak wczorajsza stacja uzdatniania wody.
Między innymi przetrwała kamienna misa do wody, chociaż już na trochę brzydszej elewacji.
Pojawił się też zwiastun wiosny, czyli bazie.
pozdr.Vslv
środa, 2 lutego 2011
url9 pogranicze
Witam,
w dniu dzisiejszym odbyliśmy razem z Markiem wędrówkę po terenach przygranicznych. Przeszliśmy między innymi tzw. "worek" - obszar polski, który wcinał się na teren niemiecki. Do czasu wejścia do Schengen nie był dostępny dla wędrówek bez specjalnej zgody SG. Są to pełne uroku wzgórza moreny polodowcowej przeplatane jeziorkami i bagniskami.
Można też zobaczyć ciekawe stuletnie obiekty: wejścia do podziemnych zbiorników, stację uzdatniania wody pitnej, punkt widokowy na wzgórzu Golm.
Udało się też odnaleźć rzadko widywane jeziorko: "Czarne serce".
Łącznie prawie sześć godzin wędrówki po stronie polskiej i niemieckiej. Niestety Vega została w domu, nie posiada odpowiedniego "psiego paszportu", a "sztraf" za brak dokumentów może być dotkliwy.
Ze względu na prognozę pogody: 2-3 stopnie powyżej zera i słaby wiatr - wybrałem lekki typowo wełniany zestaw. Pod długą wełniana marynarką znalazła się wełniana koszula i cienkie polo z kaszmiru. Zamiast szalika - wełniany golf/kołnierz. Do tego wełniane spodnie, wełniane skarpety i "dziergane" wełniane kalesonki. W drugiej połowie dnia momentami i w tym było zbyt ciepło.
Uzupełnieniem do wędrówki po trudniejszym terenie jest drewniana leseczka z formą gałki, taki "dandysowy" wynalazek.
Reszta na fotkach.
pozdr.Vslv
w dniu dzisiejszym odbyliśmy razem z Markiem wędrówkę po terenach przygranicznych. Przeszliśmy między innymi tzw. "worek" - obszar polski, który wcinał się na teren niemiecki. Do czasu wejścia do Schengen nie był dostępny dla wędrówek bez specjalnej zgody SG. Są to pełne uroku wzgórza moreny polodowcowej przeplatane jeziorkami i bagniskami.
Można też zobaczyć ciekawe stuletnie obiekty: wejścia do podziemnych zbiorników, stację uzdatniania wody pitnej, punkt widokowy na wzgórzu Golm.
Udało się też odnaleźć rzadko widywane jeziorko: "Czarne serce".
Łącznie prawie sześć godzin wędrówki po stronie polskiej i niemieckiej. Niestety Vega została w domu, nie posiada odpowiedniego "psiego paszportu", a "sztraf" za brak dokumentów może być dotkliwy.
Ze względu na prognozę pogody: 2-3 stopnie powyżej zera i słaby wiatr - wybrałem lekki typowo wełniany zestaw. Pod długą wełniana marynarką znalazła się wełniana koszula i cienkie polo z kaszmiru. Zamiast szalika - wełniany golf/kołnierz. Do tego wełniane spodnie, wełniane skarpety i "dziergane" wełniane kalesonki. W drugiej połowie dnia momentami i w tym było zbyt ciepło.
Uzupełnieniem do wędrówki po trudniejszym terenie jest drewniana leseczka z formą gałki, taki "dandysowy" wynalazek.
Reszta na fotkach.
pozdr.Vslv
wtorek, 1 lutego 2011
url8 ranczo
Witam,
kolejny dzień i odwiedziny Krzysztofa na ranczo Palomino. Wbrew prognozom nie wyjrzało słońce, natomiast dzień był przenikliwie zimny. Nie z powodu mrozu, lecz lodowatego wiatru.
W sam raz "skórzany" zestaw dobrze chronił mnie przed chłodem: kurtka, kamizelka i spodnie.
Vega była w siódmym niebie: najpierw prom, później jazda samochodem i na końcu pełna swoboda - bieganie i obszczekiwanie koni.
Dzień jak najbardziej udany. Jutro wyprawa na pogranicze - leśne i bagniste tereny, kiedyś nieosiągalne dla wędrówek.
A tak było dzisiaj:
kolejny dzień i odwiedziny Krzysztofa na ranczo Palomino. Wbrew prognozom nie wyjrzało słońce, natomiast dzień był przenikliwie zimny. Nie z powodu mrozu, lecz lodowatego wiatru.
W sam raz "skórzany" zestaw dobrze chronił mnie przed chłodem: kurtka, kamizelka i spodnie.
Vega była w siódmym niebie: najpierw prom, później jazda samochodem i na końcu pełna swoboda - bieganie i obszczekiwanie koni.
Dzień jak najbardziej udany. Jutro wyprawa na pogranicze - leśne i bagniste tereny, kiedyś nieosiągalne dla wędrówek.
A tak było dzisiaj:
pozdr.Vslv
url7 wieczór
Witam,
kolejny dzień i kolejny wieczór. Tym razem w czerniach. Troszkę płaszcz się poprzekręcał momentami, jest bardzo dopasowany - przy bieganiu do aparatu lezącego na ziemi i wyznaczonego miejsca, efekty bywają różne.
Z drugiej strony i tak nie mam fotografa z moją wizją robienia fotek.
pozdr.Vslv
kolejny dzień i kolejny wieczór. Tym razem w czerniach. Troszkę płaszcz się poprzekręcał momentami, jest bardzo dopasowany - przy bieganiu do aparatu lezącego na ziemi i wyznaczonego miejsca, efekty bywają różne.
Z drugiej strony i tak nie mam fotografa z moją wizją robienia fotek.
pozdr.Vslv
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















































