piątek, 18 maja 2012

koko spoko

Witam,
nie jestem kibicem piłkarskim, nie jestem kibicem w ogóle. Niezbyt mnie interesują przepychanki wobec EURO 2012.
Natomiast zauważyłem, a właściwie zasłyszałem przebój "Koko...." czasami się podoba, a czasami nie. Jednak z pewnością nie jest to "obciach na maksa", ani "wiocha". Nie odczuwam też żadnego wstydu, że przez jakiś czas będzie nas identyfikował wobec innych nacji.

Jednakowoż czytając artykuł Piotra Bratkowskiego w ostatnim wydaniu

Newsweek Polska 20/12 14.05.2012

okładka

















Nawiasem mówiąc cały ten numer, łącznie z wstępniakiem Redaktora Naczelnego Tomasza Lisa jest bardzo ciekawy

Polska jest wiejska. Prawda o "Koko Euro spoko"


napotkałem na ciekawe sformułowania rzucające dla mnie nowe światło na "męski wygląd naszej ulicy".
Już dawno zauważyłem wyraźną niechęć do wyróżniania się przyjętą przez męską część naszej populacji.
Próbowałem dawać rady dobrego wujka w temacie
                                                                       OSWAJANIE STROJU
Dochodzi do tego jeszcze jeden element, który nazywam "oswajaniem stroju". Na początek gdy zakładamy coś innego/nowego i ewentualnie wyróżniającego nas od otoczenia - czujemy się sztucznie.Czując się sztucznie, oczywiście wyglądamy sztucznie.Z czasem jednak dopasowujemy się do stroju i co ciekawe, chociaż to rzecz nieożywiona - strój dopasowuje się do nas. Zaczynamy wyglądać naturalnie, a nowy element staje się częścią całości, czyli stylu w jakim się ubieramy.
Warto jest czasami poeksperymentować i nie przejmować się aż tak bardzo tym co jest w nas i dookoła.Oswajanie stroju CZWARTEK, 4 LUTEGO 2010
Zastanawiałem się nad przyczynami w temacie

mimikra


Pierwsza przyczyna to zasada mimikry rozumiana szerzej, jako: nie wyróżniać się i nie wychodzić przed szereg. Pozostaje szarość w smutnym kolorze blue jeans.
Druga, to paniczna obawa polskich mężczyzn, aby nie być posądzonym o niemęskość rozumianą zresztą prawie wyłącznie, jako preferencje seksualne. Stąd niechęć do kolorów i odważniejszych wzorów. Działa tutaj stereotyp homo utrwalony przez różne produkcje filmowe rodem z Hollywood.
Do tego dochodzi jeszcze oczywista, oczywistość, czyli co wypada, lub nie osobnikowi w słusznym wieku. Tutaj w dyskusji było sporo ciekawych sformułowań, niestety nie spamiętałem - przeglądałem raz i bardzo pobieżnie. Było tam wszystko: choroby psychiczne, dziwactwo, grzebanie w starych szmatach 

No i doszedł jeszcze jeden element - ukrywana wiejskość:

[...] Żyjemy przeważnie w miastach, nasza zbiorowa podświadomość jest jednak w znacznej części wiejska. Wielu z nas niepewnie czuje się w miejskiej skórze, traktuje ją jak przebranie, charakteryzację, formę nieskończoną, przejściową. Zarazem boimy się, że ktoś nas zdemaskuje, przyłapie na tym, że tak naprawdę jesteśmy wieśniakami, którym miasto jest potrzebne wyłącznie do tego, by wyemancypować się, odnieść sukces i w glorii zdobywcy powrócić do siebie, bo sukces najbardziej smakuje wśród swoich. Jedną z form tego lęku jest ciągłe, neurotyczne zastanawianie się, co inni o nas pomyślą. Ujawnione w histeryczny sposób przy okazji wyboru polskiej piosenki na Euro.
Spokojnie, nic złego nie pomyślą! Nie tylko dlatego, że mało kogo to obchodzi. Także dlatego, że piosenki piłkarskie nie muszą i nawet nie powinny być mądre. Nie wierzycie? To posłuchajcie słów hymnu Barcelony albo kultowego „You’ll Never Walk Alone”. To są dopiero popisy grafomanii. To jest tylko zabawa – wrzućcie na luz. Bo jeśli coś jest naprawdę wieśniackie, to wasze nerwicowe nadęcie.                      Piotr Bratkowski "Miejski, czyli wiejski"
 podkreślenia w tekście są moje.

Nigdy nie ukrywałem, że jestem mieszkańcem małego prowincjonalnego miasteczka. Wielkomiejski szpan nie jest dla mnie. Właściwie poprzez swoich rodziców też jestem wiejskiego pochodzenia, mam też rodzinę mieszkająca na wsi. Nigdy nie stanowiło to dla mnie żadnego problemu. w dzieciństwie uwielbiałem spędzać wakacje na wsi. Być może samoakceptacja tego wszystkiego również wpływa na mój styl.

Jest jeszcze jeden bardzo ciekawy artykuł

Polska hybryda


rozmawia Tomasz Machała - ten jednak dostępny wyłącznie w papierowym, lub e-wydaniu - też warto przeczytać - zachęcam.

A dzisiaj zestaw wielowarstwowy, chociaż nie równocześnie. Dzisiaj rano przyszedłem do pracy w zielonkawej kurtce Ben Sherman (kultowa i prawie nieosiągalna, więc spokojnie mogę podać nazwę).
Następnie przymierzyłem kilka innych elementów wierzchniej garderoby. W którymś z nich będę wracał - jeszcze nie wiem w którym. Nazbierało się tego ze względu na chłodne poranki i gorące popołudnia w przeszłości.

















pozdr.Vslv




15 komentarzy:

  1. witojto. Jożem antykibic ale KOKOKO śpiewołom jak miołom 9 lot. tylko kiejdy to sie nazywoło "Cieszta się chopoki, cieszto się dziewcęta, lubelski kawaler wysiedzioło kurcęta" :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej!
      EURO 2012 ma się do sportu tak, jak Śląsk/Mazowsze do tradycji ludowej. Zresztą większość "sportu" produkowanego dla kibiców.
      Natomiast "koko..." podoba mi się ze względu na sposób wykonania. Jedyny w swoim rodzaju :-)
      A tak w ogóle to przyśpiewek nie lubię.

      Usuń
  2. Bardzo lubię do Ciebie zaglądać. Jesteś taki malowniczy, kreatywny i inny od znanych mi 'prawdziwych' mężczyzn. I Twoja Pani, i ten kot na smyczy ... ach...
    Pozdrawiam ciepło wieczorową porą. Joanna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Joanno,
      miło mi.

      pozdrawiam Vislav

      Usuń
  3. A propos "koko"... Mnie również nie wydaje się to żadnym obciachem, co tam sobie kibice futbolowi śpiewać zapragnęli. A niech sobie śpiewają, byleby nie kompromitowali kraju nieodpowiednim zachowaniem. Ostatecznie hymn piłkarski, to nie hymn narodowy, nie musi być śmiertelnie poważny.
    Jeśli zaś chodzi o "ukrywaną wiejskość", to myślę, że pan Bratkowski jest w błędzie. Nie każdy lubi wyróżniać się z tłumu, a pochodzenie nie ma tu nic do rzeczy. Są ludzie, którzy liczą się bardzo z opinią publiczną, środowiska w którym żyją i utożsamiają się z nim wyrażając to swoim wyglądem jakkolwiek im to wychodzi, modnie czy nie, sztucznie, czy naturalnie (jak się człowiek ubierze modnie a nie czuje się w tym dobrze, to zawsze będzie wyglądał jak przebrany). A inni(nie tylko indywidualiści)zupełnie nie utożsamiają się ze środowiskiem w którym przyszło im żyć i noszą się według własnego uznania, wyróżniają się z tłumu, na plus, albo na minus. A jeszcze inni w ogóle nie przywiązują wagi do wyglądu, lub trzymają się tradycji rodzinnej, i kontynuują ją nawet jeśli trafią w inne kręgi obyczajowe i też się wtedy wyróżniają, chociaż niekoniecznie świadomie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie kibice nas kompromitują, tylko pewne, nie wiadomo z jakich względów tolerowane grupy "ludzi".
      To co napisał Piotr Bratkowski traktuję, jako jeden z istotnych elementów opisujących przyczyny zachowań. Muszę stwierdzić, że określenia "wiocha", "remiza" spotykam w różnych dyskusjach na temat strojów niemniej często, jak "gej", aby nie użyć mocniejszych określeń.
      Również reakcje na "Koko.." dają wiele do myślenia.

      pozdr.Vslv

      Usuń
  4. Wyglądy świetne. Trafia pan w mój gust.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czekam jeszcze na inne stylizacje tej pięknej marynarki. Chyba to jakiś len "uszlachetniony" ?
    Pozdrawiam.
    L.P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście będą, a właściwie już są. Mam kłopoty z dobraniem spodni.
      Tak - skład tkaniny to len/bawełna/sztuczności w układzie 40/20/40. Mimo tych "uszlachetniających" 40% nosi się dobrze, również w bardziej gorące dni.

      pozdrowienia Vislav

      Usuń
  6. Vislav, a co sądzisz o marynarkach o składzie 65% wełna i 35% poliester? To częsty skład marynarek z second-handów. W dotyku nie są tak miłe jak te z czystej wełny, ciekawi mnie, jak spisują się w codziennym użytkowaniu.

    Pozdrawiam, Tau

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Tau,
      dodatek sztuczności w granicach 30-35% nie zmienia zazwyczaj dobrych własności wełnianej tkaniny. Może natomiast poprawić trwałość, a i czasami układanie się.
      Należy brać pod uwagę, że 100% wełny w wełnie to tylko 100% wełny w wełnie. Jakość tkaniny również w tym przypadku zależeć będzie od kilku czynników:
      - rodzaj wełny,
      - jakość i miejsce pochodzenia surowca,
      - wstępna obróbka i uzyskanie przędzy,
      - zastosowany splot tkacki.
      Dochodzi jeszcze gramatura, dostosowanie splotu do warunków użytkowania.

      To samo dotyczy sztuczności.

      Czyli duża ilość zmiennych rzutujących na wynik.

      Dołóż do tego jeszcze konstrukcję marynarki i jakość oraz rodzaj podszewki.
      Bardzo często właśnie podszewka rzutuje na komfort użytkowania.

      Nie ma prostej odpowiedzi. Na szczęście kupowanie w SH przynajmniej niesie za sobą małe ryzyko finansowe. Czyli, jak nie tak to po prostu pozbyć się i tyle. Z czasem ilość błędnych decyzji maleje.
      A i tak wydasz znacznie mniej niż jeden egzemplarz RTW, MTM, nie mówiąc już o bespoke.

      Ja tam stale zmieniam garderobę wydając rocznie na całość mniej, niż jedno zamówienie bespoke u krawca.

      pozdr.Vslv

      Usuń
  7. Jest jeszcze jeden aspekt: ubrania z mieszaniny wełna/poliester są bardziej podatne na mechacenie. Marynarek niestety też to dotyczy, już kilka razy z żalem odwiesiłem na wieszak marynarkę tylko dlatego, że była zmechacona.
    Lubię za to spodnie o składzie 60% wełna / 40% poliester. Ich główną przewagą nad wełnianymi jest to, że praktycznie się nie gniotą, a wcale nie stwarzają wrażenia sztuczności. Z czasem takie spodnie lubią się trochę mechacić, ale coś za coś.

    Skoro już mowa o "uszlachetniaczach", pozwolę sobie na jedną dygresję. Bardzo dużo trenczy, jakie spotykam w sh, ma skład 65% poliester (np. terylene, ale nie tylko) i 35% bawełna. Wszystkie trencze o tym składzie mają na metce informację "showerproof" i rzeczywiście są nieprzemakalne. Za to podszewka jest z reguły 100% nylon, co mnie zastanawia. Czyżby oddychalność była nieistotna w przypadku płaszczy przeciwdeszczowych? Ale w takim razie po co owa domieszka 35% bawełny w materiale wierzchnim? Dodam, że nie są to płaszcze dziadowskich firm, ale często wyroby z lat 70. i 80. nieistniejących już brytyjskich producentów, czasem całkiem niezłych (np. Telemac, Dannimac).

    Pozdrawiam
    Tau

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mechacenie się tkanin według mojej opinii zależy raczej od średnicy i długości włókna z jakich została wykonana przędza przetworzona na tekstylia. 100% wełny w wełnie też potrafi się mechacić. Po prostu nie kupuję rzeczy, które mają chociaż minimalny ślad mechacenia.

      W przypadku mieszanek włókien naturalnych i syntetycznych - preferuję poliamidy przed poliestrami. Włókna sztuczne zbliżone do naturalnych mają zazwyczaj niezłe właściwości.

      Oddychalność tkanin z nylonu/poliamidu bywa różna: od efektu folii do pełnej przewiewności. To jest kwestia splotu i przędzy.

      Całość tych rozważań to temat rzeka. A ja nie czuję się ekspertem od teorii włókiennictwa. Bazuję raczej na osobistych doświadczeniach.
      Podzielam jednak Twoją opinię, że wyroby naturalne, sztuczne, syntetyczne z drugiej połowy ubiegłego stulecia mają bardzo często zaskakująco dobrą jakość. Co ciekawe znacznie wyższą niż współczesne wyroby.

      Wyraźny priorytet szybko zmieniającej się mody, jako kroju skutkuje niemniej szybko spadająca jakością.

      pozdr.Vslv

      Usuń
  8. Z wełnami faktycznie różnie bywa, choć znane mi mieszanki z poliestrem szybko mechaciły się na rękawach. Natomiast ewidentne jest większe kuleczkowanie mieszanek bawełny z poliestrem. Wydaje mi się, że wynika to z tego, że w "czystych" bawełnach powierzchnia ściera się równomiernie, zaś w mieszankach występuje sytuacja tego rodzaju, że mocne włókna poliestrowe przytrzymują skuleczkowane włókna bawełny i nie pozwalają im odpaść. Tak sobie to tłumaczę, choć włókiennictwo nie jest rownież moją specjalnością.
    A propos rożnych syntetyków, ciekawostką są spodnie w kant o składzie 100% poliester, ale ze splotem fresco. Produkował je np. Marks & Spencer. Ich zaletą jest to, że zupełnie się nie gniotą, a oddychalność, z racji splotu, także nie jest najgorsza. Nie wchłaniają potu, więc na upały się nie nadają, ale poza tym nie mogłem na nie narzekać. Sprawdzały się wiosną lepiej niż gęsto tkane chinosy.

    Obecnie jednak mamy upały i muszę Ci przyznać rację, że luźne, szerokie spodnie lniane to jest to. Choć, nasza slimowata ulica jakoś nie chce kupić tego patentu, wybierając raczej szorty.

    Pozdrawiam, Tau

    OdpowiedzUsuń

Witam,
dziękuję za wszelkie komentarze, komplementy i nagany.
Niemniej jednak proszę się powstrzymać z reklamowaniem czegokolwiek i kogokolwiek!!!!
dzk b Vslv