czwartek, 30 sierpnia 2012

maori hook

Witam,

pierwsza fotka to odpowiedź na pytanie, jakie zadała Lizawieta przy poprzednim wpisie. Kościana zawieszka nawiązująca do "maori hook".
Zauważyłem ostatnio, że mój styl stał się dość eklektyczny zarówno w kolorystyce, jak i różnych dodatkach. Dość daleko odszedłem od dawniejszych zestawów. No cóż - człowiek najpierw dorośleje, później robi się lekko starszy, następnie dziecinnieje.
Ciekawe gdzie zaprowadzi mnie ta tropa :-)

Dzisiejszy zestaw jest powtórką jednego z kompletów wyprawowych - Baltic Islands Expedition 2012



Przewiewna cieniutka bawełniana koszula o płóciennym splocie, lekkie spodnie z wysokogatunkowego bawełnianego drelichu i delikatna przepikowana kamizelka. Całość sprawdziła się doskonale zarówno w chłodne poranki, jak i upalne dni (po zdjęciu kamizelki).














pozdr.Vslv

p.s. - można być bardziej eklektycznym w dodatkach - długa droga przede mną :-)

greens

Witam,

to jeszcze z wczorajszego wieczora - Aubrieta przy pracy. Porządkowanie i czyszczenie zieleni. No i to co w toku (nie ma na fotkach), tworzenie jesienno-zimowego ogrodu w miejsce dotychczasowego letniego. Zmiana kwiatów i wystroju.
Ja się oczywiście obijam i towarzyszę, albo odwrotnie :-)











pozdr.Vslv

środa, 29 sierpnia 2012

blue

Witam,

"zarzekała się żaba błota" :-)

kolejny zestaw z cyklu rowerowych. Podobny do wczorajszego, chociaż praktycznie pozostał tylko kardigan. Białe spodnie są już inne. Mają to do siebie, że często lądują w pralce i trzeba mieć kilka par na zmianę.























pozdr.Vslv

wtorek, 28 sierpnia 2012

Vikto 1924

Witam,

razem z Aubrietą i Vegą wybraliśmy się na przedwieczorny spacer do Mariny w Basenie Północnym.
Ja podziwiałem stary norweski, kiedyś żaglowy kuter. Chociaż widać, że czas odcisnął na nim swoje piętno - to jednak wciąż jest piękny. Ciekawe było dla mnie, że deski burt zostały zamocowane do wręg za pomocą drewnianych kołków. Sam kadłub ma wspaniały obły kształt o dużej dzielności morskiej charakterystyczny dla łodzi rybackich. Z pewnością doskonale sobie radził z ciężkimi sztormami.
Dla mnie nawet w aktualnym stanie przewyższa nowoczesne regatowe jachty, nie mówiąc już o "pływających willach", czyli wielkich jachtach motorowych.
Wszystko wskazuje, że został przyprowadzony do Polski na generalny remont. Trzymam kciuki za pomyślny rezultat. Niestety nie było nikogo z załogi, aby porozmawiać.

Ja podziwiałem pływadła, natomiast Szamanka Aubrieta zbierała kwiaty i zioła. Vega konsumowała perz, krzywiąc się przy tym niemiłosiernie.

Ostatnie fotki pokazują fragmenty dachu starych budynków niszczejących na terenie Mariny. Obawiam się, że te budowle nie będą miały tyle szczęścia co norweski kuter. Wszystko wskazuje na to, że nasze miasto przeznaczyło je na zniszczenie.

W czasie spaceru znalazłem w piasku dobrze zachowaną kutą ciesielską klamrę używaną do spinania belek. Oczywiście zabrałem ją ze sobą, nie dając jej rdzy. Klamra jest wykonana z doskonałej stali. Można to z łatwością rozpoznać, gdy stukniemy w nią kamykiem daje piękny dźwięk, jak dzwon okrętowy.









































pozdr.Vslv

p.s. kutrem do Polski przypłynął pasażer na gapę, czyli "blinda" - pająk krzyżak

just 4 fun

Witam,

blog ten założyłem trzy lata temu. Początkowo jako notatnik, później w formie publicznego dziennika pokazującego różne moje szmatkowe wyczyny. Następnie szerzej pokazujący moje otoczenie i przyczyny dlaczego uważam indywidualny styl za bardziej właściwi wy, niż stałe podążanie za szybko zmieniającą się modą.
Jak każdy pamiętnik blog ten nakierowany jest bardziej na autora i jego sposób widzenia świata, niż na pozyskanie szerokiego grona odbiorców. Od samego początku do chwili obecnej nie ma żadnego związku z komercją i komercjonizmem, nie ma też żadnych reklam. Zgodnie z dzisiejszym tytułem kręci się wokół stwierdzenia "just 4 fun".
Oczywiście miło jest mieć grono czytelników i komentatorów wiedząc, że nie trafia się w pustkę, albo bardziej tradycyjnie "do szuflady". Nie mam jednak żadnej misji naprawiania świata, lub uczenia innych. Swoją działalność prowadziłem i zamierzam prowadzić tak długo, jak długo sprawia mi to przyjemność.

Chociaż w pewnym sensie w tym co robię jest pewna misja. Polega ona jednak na uczeniu siebie i innych tolerancji na wszystko co jest odmienne i wyróżniające się od powszechnie przyjętych stereotypów. Każdy ma prawo do własnej drogi, własnych błędów i sukcesów.
Nic mnie bardziej nie wkurza, niż właśnie brak tolerancji wobec innych. Nikt nie jest za stary, za gruby, za chudy, za mądry i za głupi, za bardzo kolorowy, lub nie.

Nie wiem jeszcze, jak długo utrzymam ten blog w aktywności. Może się jednak zdarzyć, że pewnego dnia zniknę po angielsku z tego miejsca i pozostanie tylko ślad w postaci kilkuset wpisów.

Z ostatniej wyprawy pozostał mi solidny rower i dojeżdżam do pracy. Przez ostatnie dni poranki są coraz chłodniejsze i oczywiście dopasowuję swój strój do panujących warunków, oraz sposobu poruszania się.
Dzisiaj jest to wełniany dwurzędowy kardigan.
Oczywiście nie może zabraknąć oficerskiej czapki - sprawdziła się doskonale w ostatniej wyprawie chroniąc równie dobrze głowę przed upalnym słońcem, jak i ulewnym deszczem. Najlepsze nakrycie głowy jakie dotychczas posiadałem.











Na zakończenie kilka fotek z weekendu - wschód Słońca


pozdr.Vslv

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

przerwa

Witam,

nastąpiła dłuższa przerwa w publikowaniu na moim blogu.
Przyczyny są różne:

- lato i wakacje;
- uruchomienie innych aktywności sieciowych;
- sama formuła bloga właściwie spełniła swoje zadanie i nie będzie kontynuowana tak intensywnie, jak dotychczas;
- wiele różnych zajęć zajęć w realu.

Nadrabiając braki w pokazywaniu świata moimi oczami zamieszczam pokazy slajdów do ciekawszych zdarzeń.

Festiwal Słowian i Wikingów w Wolinie















Tawerna w Kamminke









Trzecia generacja



Baltic Islands Expedition 2012



Baltic Islands Expedition 2012, jako tygodniowa wyprawa turystyczna z wykorzystaniem rolek i sieci ścieżek rowerowych na wyspach Uznam i Rugia.



Początkowo zarówno ja, jak i moja córka Karolina mieliśmy jechać na rolkach. Ja jestem użytkownikiem rolek Big Cat firmy Roces, dawniej używałem typowych szwedzkich nartorolek. Do tego miała być przyczepka typu trekking cart.
Po dyskusji zmieniłem plany i zakupiłem używany trzybiegowy rower Hawk Town&Country i przyczepkę Croozer Cargo. Trasa była zaplanowana w ogólnym zarysie i trochę dłuższa niż wykonana. Łącznie pokonaliśmy 350 kilometrów: średnio ok.40 km dziennie, natomiast ostatniego dnia 80 kilometrów. Nawierzchnie ścieżek rowerowych były różne - od dobrego asfaltu, poprzez różne kostki, aż do polnych dróżek i leśnych ścieżek. Z tego też powodu około 25% trasy Karolina przebyła pieszo lub biegnąc.
Noclegi generalnie na campingach, lub na dziko (raz).



Pogoda była upalna i stale musieliśmy uzupełniać zapas wody, aby nie doprowadzić do odwodnienia organizmu. Noclegi pod gołym niebem - okazało się, że przeceniony namiot okazał się zlepkiem różnych części i dał się rozstawić tylko raz.
Największy problem sprawiły rolki Karoliny. Oś tylnego kółka rolek Karoliny wykręcała się samoczynnie. Pierwszy raz stało się to niespodziewanie w czasie jazdy i niedużo brakowało do poważnego wypadku. Dobrze, że udało się odnaleźć ośkę. Później dokręcałem ośkę kilkakrotnie.



Całą wyprawę uznałem za bardzo udaną. Karolina trochę mniej - nie brała pod uwagę długich marszobiegów i ulewnego deszczu w ostatnią noc bez namiotu.



Przy kolejnej wyprawie raczej wykorzystałbym nartorolki. Najlepiej przystosowane do stylu klasycznego i kroku łyżwowego generalnie.



pozdrowienia
Vislav