środa, 6 kwietnia 2011

cieplej

Witam,

cieplej niestety nie na zewnątrz, tylko w ubiorze. Na zewnątrz jest szaro i pochmurnie, na szczęście nie padało rano i być może nie będzie, gdy będę wracał z pracy.

Zestaw dzisiejszy jest znacznie cieplejszy od wczorajszego - grubszy sztruks i wełenki.
Marynarka, chociaż z pozoru elegancka dwurzędówka (rękawy mogłyby być trochę dłuższe) - doskonale się sprawdza jako forma krótkiej kurtki, czyli wierzchniego okrycia. Wiadomo - 100% wełny odpowiednio utkanej wełny robi swoje. Generalnie jest to taki mini odpowiednik bosmanki.

Wspomaganiem jest wełniany czerwony sweterek i w takim samym kolorze wełniany szalik. Podobne zadanie spełniają ciepłe, grube i miękkie sztruksy w jadowicie niebiesko-atramentowym kolorze.

Grubszy filcowy/wełniany kapelusz z szerszym rondem to taki "emergency kit", czyli funkcja parasola, gdyby rzeczywistość była mniej optymistyczna niż prognoza pogody z wczorajszego wieczora.
Nad morzem nigdy nie wiadomo kiedy do naszych drzwi zapuka sztormowy wiatr i burza z piorunami.

reszta na fotkach - niestety przeoczyłem złapanie całej postaci


pozdr.Vslv


dodane przed południem tego samego dnia

okazało się, że nie doceniłem tej gorszej strony nadmorskiej pogody. Nagle zaczęło dmuchać i siąpić, a mnie wypadł służbowy spacer w teren.

Poratowałem się używając dodatkowej "admiralskiej marynarki" jako wierzchniej warstwy ochronnej - nie lubię służbowych kurtek,, chociaż może kiedyś pokażę.

Ta marynarka ma ciekawy i szerszy podkrój rękawów. Oznacza to, że nieźle leży zarówno na koszuli, jak i większej ilości warstw nie wprowadzając dyskomfortu "ludzik opony Michelina".

Wersja XtraTermo


Vslv

wtorek, 5 kwietnia 2011

w rozkroku

Witam,
kolejne dni, gdy pogoda w zależności właśnie od pory dnia waha się pomiędzy zimą, a latem.

Bardzo chłodne poranki z bryzą od strony morza i prawie upalne popołudnia, aby znowu ochłodzić się wieczorem. W krótkim czasie różnice odczuwanych temperatur mogą sięgać kilkunastu stopni.
Jakoś też trzeba się dostosować do tych warunków swoim strojem. Szczególnie, gdy chodzimy pieszo - w zamian rozpartego za kierownicą stresu i samochodu dmuchającego nam w twarz raz zimną, raz gorącą klimą.
Na szczęście w moim przypadku to są spacery i dwa razy dziennie prom, a właściwie stateczek przewożący pasażerów z jednej wyspy na drugą.
Zestawy szmatkowe dobieram właśnie "w rozkroku", przeplatając cieplejsze i lżejsze ciuszki. Nie zapominam o szaliku i rękawiczkach - te zawsze można schować lub wyjąć z torby.

Jak to wygląda w praktyce, można dzisiaj zobaczyć na fotkach. Pierwsze trzy ujęcia natury były wykonane w drodze do pracy.


pozdr.Vslv

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

niedzieli ciąg dalszy

Witam,

w godzinach popołudniowych zrobiło się wyjątkowo ciepło. Można powiedzieć, że bardziej letnio niż wiosennie. Wbiłem się w lekkie ciuszki i powędrowałem do Aubriety do kwiaciarni. W planie był obiad na mieście (zrealizowany) i spacer na plażę w porze zachodu słońca. Do tego trochę fotek mdo wykonania i koncert o zmierzchu.
Niestety dochodząc do plaży okazało się, że lato zmieniło się w ostatki zimy. Wyszły chmury, od morza ciągnął paskudny lodowaty wiatr. Kilka fotek i uciekliśmy do domu.

Aubrieta w gustownym "mongolskim" kapelusiku.

Późnym wieczorem za oknami zaszalał ulewny deszcz. Wydawało się, że niedziela dobiega do swojego szczęśliwego końca. Około dwudziestej drugiej zadzwonił telefon, czego zresztą wyjątkowo o tej porze nie lubię. Okazało się, że na łączu jest Tadeusz Zieliński - malarz ze Świnoujścia. Zakomunikował: właśnie pojawił się Ruda i mamy natychmiast przybyć do pracowni.
Dla wyjaśnienia: Ruda, czyli Rudolf Krautschneider jest znanym czeskim żeglarzem, pisarzem, podróżnikiem, drwalem, animatorem działań wszelakich, dobrą duszą Domów dziecka i innych pokrzywdzonych przez pokręcony los. Postać wyjątkowa barwna i dusza każdego towarzystwa, jego opowieści nie mają końca. W sam raz przelotnie wpadł do Świnoujścia w drodze na Martynikę.
Tam stoi jego żaglowiec Victoria czekający na kolejny rejs poprzez Atlantyk do Europy.

Przyjaźnimy się od wielu lat - co oznacza, że wbiliśmy się w ciuszki i w strugach deszczu dobrnęliśmy do taksówki. Po dziesięciu minutach dotarliśmy do pracowni Tadeusza, aby spędzić nieoczekiwanie fascynujący wieczór przeciągnięty do drugiej w nocy.
Opowieści i dyskusje, wspomnienia z różnych projektów i spotkań. Wszystko było przeplatane piosenkami w języku czeskim i polskim, wykonywanymi na zmianę przez Rudę i Tadzia.

Zamieszczam garść fotek, tylko w bardzo wielkim przybliżeniu oddających atmosferę tego spotkania. Przy okazji podziękowania dla Tadeusza za telefon i przywołanie nas do siebie.


Ruda - Rudolf Krautschneider
Tadeusz Zieliński

pozdr.Vslv

niedziela, 3 kwietnia 2011

niedzielny spacer o poranku

Witam,

pobudka (bez budzika) o szóstej rano, piesek na sznurek i wyprawa w poszukiwaniu wschodu słońca.

Szybki marsz nabrzeżami portowymi w stronę morza pozwolił ujrzeć wschodzące słońce. Na plaży dmuchało chłodem, tak więc zbyt długo tam nie zabawiliśmy. Powrót do domu dziką częścią parku połączony odsłuchaniem śpiewu ptaków i kwa-kwa kaczek w starej fosie.


pozdr.Vslv

p.s. metka pikowanej kurtki - info dla Joachima


CLASSIC 1960S - 1990S ISSUE QUILTED SMOCK LINER EX PARATROOPERS KIT NOW A RARE ITEM ! NO LONGER MADE
THESE ARE THE SAME AS WORN BY THE PARAS AND SAS TROOPS IN THE FALKLANDS WAR.
A MUST HAVE FOR THE COLLECTOR !!! IDEAL FOR COLD WINTER WEATHER !!!
DOUBLE ROW OF THE LARGE SAS SMOCK BUTTONS FOR FRONT CLOSURE , UNDER ARM MESH FOR BREATHABLITY
GOOD AS NEW CONDTION.
ISSUE LABEL READS LINER , EXTREME COLD WEATHER ,JACKET 8415-99-137-5030 BERNARD UNIFORMS LTD

Type:Uniform/Clothing * Country/ Organization:Great Britain * Era:1945-Present
Conflict:Falklands War (1982) Service:Special Forces

sobota, 2 kwietnia 2011

irish

Witam,

wczoraj wieczorem razem z Aubrietą wybraliśmy się na wieczór irlandzki - Dni Irlandzkie w Świnoujściu zorganizowane przez nieocenioną Kasię w Jazz Club Centrala.

Wieczór bardzo udany - było wszystko: opowieści, potrawy, toast, muzyka na żywo, tańce.
Trochę rozmów z przyjaciółmi, a szczególnie z Kasią. Być może uda nam się wspólnie ruszyć projekt muzyczny eclectic-non-electric, ale to przyszłość w sferze idei.

Jak było - subiektywnie na fotkach.


pozdr.Vslv

dodatki

piątek, 1 kwietnia 2011

trencz

Witam,

dzień dzisiejszy, obiektywnie znacznie cieplejszy od wczorajszego, subiektywnie jest chłodniejszy. Temperatura odczuwana ze względu na silny morski wiatr jest znacznie niższa.
Na taki dzień marynarka jest zazwyczaj zbyt kusym odzieniem. Dlatego tez dzisiaj okryciem wierzchnim jest dwurzędowy trencz chroniący przed silnym wiatrem i chłodem z nim związanym.

Płaszczyk ten jest wyjątkowo szczupły i dopasowany. Prawdę mówiąc pod spód można maksymalnie zmieścić koszulę i cienki sweterek. O żadnej marynarce nie ma mowy. W sam raz okrycie na ciepłe, lecz wietrzne dni.

Co ciekawe ten płaszczyk nie jest współczesną ofiarą mody na slimowatość. John Collier to wyrób z lat 60-80tych ubiegłego stulecia. W roku 1985 firma przestała istnieć jako marka i weszła do grupy Burton. Jak na zabytek trencz trzyma się dziarsko i jest w dobrej kondycji - podobnie zresztą jak ja, trochę starszy.

Torba na ramię też jest zabytkiem bardzo znanej obecnie amerykańskiej firmy Coach. Trudno ją wydatować, jednak mosiężna galanteria (klamry i zamki) świadczy o wiekowości.


pozdr.Vslv

p.s. specjalny dodatek dla Dominique i Wildrose - szalik zawiązany na żeglarski węzeł "wyblinka".


dzkb za komentarze
pozdr.Vslv