wtorek, 11 stycznia 2011

sportowy wtorek

Witam,

Na początek dwie fotki z wczorajszego wieczornego spaceru z Vegą. Rzut oka na Basen Zimowy, gdzie gromadnie zimują kaczki, łabędzie, mewy i inne drobniejsze ptactwo. Druga fotka to ulica na której mieszkam. Wprawne oko czytelnika i obserwatora mojego bloga rozpozna charakterystyczne okno w kuchni. Widoczek na ptaszki jest bardzo blisko, dokładnie za ostatnią kamienicą w dół naszej ulicy.


"Sportowość" dzisiejszego zestawu polega raczej na ogólnym luzie, niż wyraźnie sportowych elementach. Właściwie jedynym naprawdę sportowym jest bawełniana dresowa, trochę przykusa bluza zapinana na zamek błyskawiczny.



Okrycie wierzchnie to skórzana kurtka bez ocieplenia. Dobrze chroni przed chłodnym wiaterkiem, natomiast przy suchym powietrzu i kilku stopniach mrozu spokojnie wystarcza.
Rolę ocieplacza pełni pikowana kamizelka w wyrazistym pomarańczowo-koralowym kolorze, uzupełniona ciepłym szalikiem.
Przy takiej pogodzie filcowy kapelusz spełnia swoje zadanie, najwyżej mrozik lekko poszczypie w uszy. Chociaż, czekając na prom w grupie ponad sto osób zauważyłem tylko jedną dziewczynę bez nakrycia głowy. Nadmorskie klimaty robią swoje.


No i właściwa warstwa na najbliższe "parę" godzin. Wspomniana granatowa bluza dresowa i pod spodem cienki wełniany sweterek z merynosów w kolorowe paski. W moim wydaniu pełni rolę T-shirta, lub czegoś bawełnianego z długim rękawem, jednak zimą starannie unikam bawełny w kontakcie z ciałem.
Cienkie drelichowe spodnie w granatowym kolorze - to nie jest blue jeans!


No i na koniec kolejna perełka w mojej kolekcji znalezisk. Oryginalne buty Bed Stu znalezione w SH za 6 PLN. Buty były w idealnym stanie - nowe lub prawie nowe. W każdym bądź razie wnętrze, ani podeszwy nie miały widocznych śladów użytkowania. Były tylko bardzo zakurzone z wierzchu. Trochę musiały gdzieś postać, ten model nie występuje w bieżącej sieciowej kolekcji firmy Bed Stu.
Na uwagę zasługuje solidność wykonania: grube i szyte skórzane podeszwy, wzmacniane kołkowaniem i cholewki z solidnego nubuku.
Nie są to lakierki z wyglądu, firma specjalizuje się w dość specyficznym stylu. Niektóre modele wyjęte z pudełka wyglądają, jakby były używane od stu lat.

Rzadko ostatnimi czasy podaję marki wyrobów, jakie udało mi się znaleźć i nabyć. Jeżeli już, są to unikalne rzeczy spoza bieżących kolekcji i zazwyczaj nieosiągalne w Polsce. Nie jest to z pewnością reklama wyrobu, chociaż z pewnością pochwała wyglądu i jakości wykonania.

Co do komercjonizmu i sprzedawania się za grosze (poprzedni temat: lenonki), poza naiwnością jest jeszcze zjawisko z zakresu szarego/czarnego PR. Taka bardziej wyrafinowana odmiana kryptoreklamy - amplifier, ambasador marki, wzmacniacz. Polega to na tworzeniu fałszywej/pozornej tożsamości, budowaniu zaufania czytelników i z czasem odpłatnego promowania "mimochodem" konkretnych wyrobów lub firm.
Są to działania prowadzone z pełną premedytacją i mające na celu wprowadzanie w błąd potencjalnych konsumentów.(Zawód:wzmacniacz)


pozdr.Vslv

p.s. właśnie zauważyłem, że na fotkach dalej 2010, zmienię od następnego fotoalbumu
Vslv

poniedziałek, 10 stycznia 2011

kolejny poniedziałek

Witam

Kolejny poniedziałek pod znakiem kolorów, wełenek i kratek.


Wełenki to spodnie, kamizelka, sweterek, szalik i kapelusz. Kratki widać na fotkach.



Ostatnio dużo publikowałem i pisałem, dzisiaj mniej - program minimum.

pozdrowienia
Vislav

niedziela, 9 stycznia 2011

ptaszki

Witam,

wieczorem przyszła wyraźna zmiana pogody, przez moment nawet błysnęło słońce.


Wychodząc z pieskiem na spacer, wystarczy powiedzieć: 'idziemy do ptaszków'. Vega zna doskonale drogę i od razu wybiera właściwy kierunek.


Zresztą każdego wieczora zazwyczaj przystajemy popatrzyć na ptaszki. Jak to wygląda z ich poziomu, lub poziomu Vegi widać na poniższych fotkach. Aparat był ustawiany na ziemi do wykonania zdjęć.







Dobranoc
Vislav

niedzielny poranek

Witam,

dzienne światło i odwilż nie są tak łaskawe dla naszego otoczenia, jak magiczne światła wczorajszego wieczora.


Spod brudnego topniejącego śniegu, jak gangrena wyłażą śmieci, rozmokłe psie kupy i pozostałości po szampańskiej sylwestrowej nocy. Nawiasem mówiąc widok właściciela sprzątającego po swoim piesku, jest wciąż jeszcze bardzo egzotyczny.


Te widoki przypomniały mi jeden z blogów (fuenta), jakie odwiedziłem wczoraj wieczorem. Po pobieżnym przejrzeniu kilku tematów stwierdziłem, że autor wyjątkowo plugawym i wulgarnym językiem opisuje świat, w jego mniemaniu pełen brzydoty, głupoty, braku dobrego smaku.
Nie widzi nic godnego podkreślenia i pokazania poza weekendowymi resetami. A przedstawia się, jako Intl Sales Manager - co można sprzedać, będąc pełnym pogardy dla prawie wszystkich i wszystkiego?
W przypadku takich ludzi zastanawiam się, czy są tacy naprawdę? Czy też jest to poza przykrywająca kompleksy, zagubienie, brak poczucia własnej wartości? Albo forma psychoterapii, oczyszczenia, tak jak wcześniej opisana przyroda wyrzuca śmieci spod warstw topniejącego śniegu.


Jednak i w taki smutny, szary dzień można zobaczyć coś optymistycznego. Tym razem była to para kaczek, jak stare dobre małżeństwo stojąca spokojnie na krawędzi kei.


Woluntariusze z Orkiestry już wędrują z puszkami.


pozdr.Vslv

sobota, 8 stycznia 2011

wieczorna dokładka

Dobry wieczór,

nawet kałuże, brudny śnieg i rozpuszczającą się zima wyglądają świetnie w nocnych światłach.


Taki wieczorno-nocny spacer to też przyjemność.



Zestaw podobny jak w dzień, wymieniona została tylko kurtka na cieplejszą. Wieczorem jest troszkę chłodniej ze względu na wiaterek od morza.


Dobranoc
Vislav

mokry spacer

Witam,
wolny dzień od pracy i dużo więcej czasu na różne zajęcia. Pogoda jednak nie rozpieszcza. Właściwie to nie jest tak źle, czyli ciepło i bezwietrznie. Warto wybrać się na dłuższy spacer z Vegą.
A tu mglisto, szaro i przede wszystkim mokro - wszędzie rozmiękły śnieg i olbrzymie kałuże. Szarość i mglistość łatwo jest pokonać za pomocą kolorów, tym razem wybór padł na mniej i bardziej żywo-zielony z domieszką nie mniej żywego żółtego koloru.


Ciuchy nie muszą być zbyt ciepłe. Natomiast podstawą są buty, nie ma nic bardziej przyjemnego, jak chlupiąca po kilkunastu minutach w dopiero co ciepłych butach - lodowata woda.
W sam raz na takie okazje mam doskonałe kozaczki, z dość miękkiej odpowiednio wyprawionej skóry, zapewniającej "wodoszczelność". Skóra jest idealnie spojona z podeszwą i również tędy woda nie ma dostępu.
Po dwóch godzinach łażenia po mokrym śniegu i wodzie stopy i skarpetki były idealnie suche.


Po dłuższej wędrówce po bezdrożach dotarliśmy na plażę i trochę odpoczynku.


Na plaży mnóstwo ptaków i w oddali spacerowiczów. Wystarczy odejść dalej od brzegu poprzez rozległe lodowe pole.


Dłuższa wędrówka i trochę foto-safari.


Fatamorgany w mglistej przestrzeni.

i kolejny dzień poza nami.
dobrej nocy
Vislav

piątek, 7 stycznia 2011

czasami

Witam,

czasami powyciągam jakieś szmatki z szafy na kolejny dzień. Poukładam te klocki pod względem tkanin, faktury, kolorów i powybieram w miarę pasujące elementy. Ewentualne przeprasowanie koszuli i spodni. Dobranie dodatków i powinno być dobrze.
Wcześnie rano ubieram i jest OK. Wbrew niektórym opiniom nie spędzam pół dnia przed lustrem pieczołowicie zestawiając wszystko w całość. Czasami w ogóle nie zaglądam do lustra bo i po co?
Po tylu latach dobrze znam swoją facjatę i trudno jest się spodziewać jakiś rewolucyjnych rewelacji. Wszystkie te operacje, to jakieś 20-30 minut łącznie z prasowaniem.

Później wykonuję serię zdjęć, to też nie więcej niż kilkanaście minut. Wrzucam w komputer i większość jest nie tak. To spodnie za krótkie, na dodatek jedna nogawka w dziwny sposób krótsza od drugiej. A przecież idąc rano do pracy nie kulałem i obie nogi mają mniej więcej tę samą długość.
Za to rękawy w marynarce jakieś z lekka przydługie. Kołnierzyk w koszuli się poprzekręcał - same nieszczęścia.
Najlepiej byłoby całą "sesję" wrzucić do wirtualnego kosza. Jednak przez najbliższe 8-10 godzin szmatek nie zmienię. Jest jak jest i trzeba to zaakceptować, nie przejmując się zresztą zbytnio. Jest parę innych ciekawych rzeczy do zrobienia.

Tak też stało się dzisiaj. Trochę poukładałem fotki, chowając najbardziej drastyczne odstępstwa od zamierzonego efektu i z kronikarskiego obowiązku, oraz przyjemności - zamieszczam.


Zrobiło się wyraźnie cieplej, za to z lekka deszczowo. Można odwiesić na kołku zimowe czapki i wrócić do kapeluszy.
Wierzchnie okrycie stanowi lekki jasny płaszczyk. Jego zaletą jest to, że bawełniana tkanina została dobrze zaimpregnowana nieprzemakalnym podkładem i nie boi się deszczu.
Buty na twardej plastykowej podeszwie ze stosunkowo wysokim obcasem. Ponadto wykonane są z dość twardej lakierowanej skóry. W sumie to prawie, jak kalosze. Przy ostatnio "trendowych" przykrótkich spodniach daje ten bonus, że można brnąc pow wodzie, lodzie i błocie - nie przejmując się zbytnio "zimowo-wczesnowiosenną" pogodą.
Nawiasem mówiąc mam nadzieję, że taki stan nie przejdzie w chroniczny na najbliższe dwa miesiące. Mam na myśli oczywiście pogodę.


Jest cieplej, ale też bez przesady. Szczególnie wcześnie rano o brzasku. wcale nie jest tak różowo. Stąd też wełniany szalik i niezbyt grube, dziergane rękawiczki.
Odpowiednio do pory roku w zestawie znajduje się jasnoszara wełniana marynarka i niezbyt grube, ale nie garniturowe spodnie. Również koszula z jasnoszarej bawełny jest trochę grubsza.
Zresztą o tej porze roku nie pasują mi żadne cienkie garniturowe koszule. Są to zazwyczaj wełniane pola/sweterki, grubsze koszule, cienkie wełniane golfy. Nie jest to zresztą kwestia marznięcia, lecz każda pora roku ma dla mnie pewne tekstylno-ubraniowe skojarzenia.
Różnie się tutaj od części wizerunków jakie napotykam na innych modowo-szmatkowych blogach.

Świetnie opisała to Egomorphosis w jednym z tematów Zgil wurwa czyli jak być najbardziejmodniejszym..
Nawiasem mówiąc, jestem u niej podlinkowany, z wybraniem jednego z bardziej zabawnych zdjęć z mojego bloga - za co serdecznie dziękuję. W tym miejscu, bo u siebie ma zamknięte komentarze.


Jedyne co nie budzi samozastrzeżeń to faktura użytych szmatek.

pozdr.Vslv

środa, 5 stycznia 2011

lenonki

Witam

Płynąc dzisiaj rano promem do pracy przeczytałem w Newsweeku ciekawy felieton Tomasza Jastruna.
Poruszył on interesujący temat Komercjonizm - nowa religia. Odchodząc od treści felietonu, samo sformułowanie doskonale się wpisuje w moje komentarze z dnia wczorajszego:

# Klamoty - to jest właśnie to, gdy napisałem o czasowości wszelkich moich przedsięwzięć. Stale uciekam przed komercjalizacją i zamianą pasji/hobby na pieniądze. Oczywiście nie mam nic przeciwko zarabianiu pieniędzy jako takich i dobrze, gdy sprawia to przyjemność.
Jednak nie powinno to być wszechogarniające.
Coraz częściej widzę, że zabawa i twórcze działanie zaczyna być zamieniane na oglądalność. Bo oglądalność to reklamy i "zaprzyjaźnione firmy".
Na szczęście wciąż jeszcze mam w "zapasie" kilka niszowych przedsięwzięć i ścieżek do przewędrowania.
Gdy kiedyś zniknę po angielsku, a zazwyczaj tak robię - będzie znaczyło, że robię coś całkowicie odmiennego w nowym miejscu.

Anonimowy pisze...
Jezu, jak ty wyglądasz? Masz w ogóle kumpli?

# A.04.01/15:53 - jeśli masz na myśli osobników przebywających z Tobą ze względu na Twoje szmatki, pozycję zawodową, zarabiane pieniądze, posiadany samochód - nie, z pewnością takich kumpli nie posiadam i nie zamierzam posiadać, bo i po co?
Natomiast znam setki osób płci obojga, znaczna część z nich jest moimi przyjaciółmi, kumplami, znajomymi - o ile rozróżniasz te subtelne różnice.
Ich preferencje w ubiorze, przekonania religijne, preferencje seksualne, kolor skóry, pozycja zawodowa, szmal - nie mają dla mnie żadnego znaczenia.
Liczy się ich otwartość na świat, tolerancja dla innych, pasje życiowe.
OK wystarczy - obawiam się, że to abstrakcja dla jednych, natomiast innym nie trzeba tłumaczyć.
p.s. # A.04.01/15:53
moje określenie w tekście:

No i dochodzi trochę szpanu przed kumplami.
nie oznacza, że obracam się w towarzystwie szpanersko-snobistycznym.
To był taki zwrot retoryczny, lub żart - jak wolisz.
Reszta, jak w moim komentarzu.

Ponad rok temu założyłem bloga związanego z fotografią. Zaglądając w inne miejsca, przez przypadek trafiłem na bloga Ryfki "Szafa Sztywniary". Zainteresowała mnie tematyka bloga związana ze stylem i codziennym sposobem ubierania się - głównie dzięki pomysłowości, oryginalności i bez większych nakładów finansowych.
No i wdepnąłem, szczególnie, że w mojej miejscowości powstał SH z nowymi i używanymi szmatkami z USA. Nagle trafiłem na duży wybór ciekawych wzorów, krojów, kolorów, tkanin za relatywnie małe pieniądze. No i tak to się kręci do dzisiaj.

Z czasem zauważyłem stopniową ewolucję pierwotnej idei szafiarstwa. W pogoni za oglądalnością zaczęła przeważać w niektórych blogach swoiście pojęta oryginalność, nie mająca zbyt wiele wspólnego z realnym życiem. Zakupy w SH wyparły sieciówki i wyższe półki.
Coraz więcej reklam i dziwnych konkursów, gdzie za sesję fotograficzną oferowano główną nagrodę w postaci paczki kosmetyków za 20 PLN.
Nie mam nic przeciwko konkursom, gdy główna wygrana jest warta zachodu - sam wygrałem Nikona i warto było wystartować.
Jednak wiele firm wykorzystuje popularność szafiarstwa bez umiaru i poniżej wszelkich kosztów. Wiem doskonale ile kosztuje zamieszczanie reklam w tradycyjnych mediach, w końcu działam zawodowo w tej branży.
Dlatego też swojego czasu popełniłem tekst Wszystko na sprzedaż - była to moja jednorazowa przygoda z reklamowaniem czegokolwiek.

Na dzisiaj wystarczy
****************************************************************

Wracając wczoraj z pracy do domu, zaszedłem po drodze do SH i znalazłem ciekawe okulary "lenonki" w idealnym stanie. Oczywiście dołączyłem je do już posiadanych zimowych SkiLook.
Zawsze miałem problem z dobraniem kształtu oprawek okularów przeciwsłonecznych i przez przypadek okazało się, że ten model to jest to.
Oczywiście nie zamierzam nosić ich dzień i noc. To są w końcu okulary przeciwsłoneczne.
Jednak na dzień dzisiejszy zestawiłem szmatki jako uzupełnienie tych okularów.



Zanim z nadchodzącą wiosną, męski świat nie zostanie opanowany przez "damskie i męskie różowości", jako podstawę wybrałem kolor czerwony.
Obejmuje to dżinsy-rurki, wełniany sweter i szalik.



Drugi kolor to navy-blue: cienki wełniany golf, admiralska marynarka i filcowy kapelusz.



Prawdziwy zawodowiec.

pozdr.Vslv

wtorek, 4 stycznia 2011

nie na bloga

Witam,

jako motto do dzisiejszego zestawu niech posłuży krótki cytat z pewnego znanego bloga:

[Jeśli chodzi o mój outfit, zupełnie nie planowałam zdjęć na bloga, więc jest w 100% casualowo]

otóż to co pokazuję nam swoim blogu, to jest po prostu codzienność. Nie są to żadne wystudiowane, wysmakowane - weekendowe i/lub "salonowe" zestawy. W taki sposób, w takim stylu po prostu się noszę.
Przez styl rozumiem konsekwencję w swoich wyborach, pewną przewidywalną powtarzalność. Nie mam żadnych ikon stylu lub wzorców, a inspiracje czerpię z różnych często odległych w czasie i przestrzeni miejsc.

Nie zachęcam nikogo do powielania mojego stylu. Prowadząc tego bloga próbuję pokazać, że jest możliwość odejścia od schematyzmu i naśladownictwa mody. Jednak dla każdego, kto chciałby to zrobić, konieczne jest znalezienie własnej drogi, najlepiej zgodnej z "językiem stroju".

W Polsce dominują dwa style "męskiego" ubierania się bez względu na wiek, zainteresowania, pozycję społeczną, zawód, itd.
- młodzieżowo/dżinsowo/sportowy.
- biznesowo/dreskodowo/gajerowy.
Oba raczej szaro-bure, a awangardą jest swoisty miks obydwóch.
Do tego dochodzi trochę niszowych subkultur i to właściwie wszystko.

Mężczyźni panicznie boją się posądzenia o niemęskość dowolnie rozumianą.

Brak jest miejsca na kolor, odrobinę luzu, indywidualny styl.
Wszelkie wydawane u nas poradniki tylko utrwalają ten schemat.
Nie czytując tego rodzaju wydawnictw, wędruję sobie swoją tropą, znajdując inspiracje w najprzeróżniejszych miejscach.

W swoich wyborach nie uciekam od rad pani swojego serca, swoich córek i innych pań, jeżeli zechcą wyrazić swoją opinię.
W końcu to do tej połowy ludzkiej populacji kierujemy swój komunikat niewerbalny w postaci stroju. No i dochodzi trochę szpanu przed kumplami.

Nie mam też nic wspólnego z ogólnie rozumianą modą (fashion). Niezbyt przykładam się do śledzenia, znajdowania i powielania różnych trendów. Nie jestem też poszukiwaczem stylu, czyli "trendsetterem". Zaopatruję się w swoje szmatki w przydrożnych SH, poszukując przede wszystkim jakości i niskiej ceny. Świat sieciówek, allegro i e-sklepów nie istnieje dla mnie.

Będę prowadził tego bloga do momentu, gdy będzie wciąż jeszcze mnie to bawić. Uciekam równocześnie od komercji, reklamy, kryptoreklamy itp...

Napisałem dość obszerny wstęp, ponieważ zauważyłem ostatnio wzmożoną i niekoniecznie zasłużoną popularność mojego bloga, m.in.sympatyczny felieton na kimono.pl i parę innych opisów.

Przy okazji kilka słów na temat czarnego skórzanego plecaka, jaki się przewijał przez ostatnie tematy. Też uważam, że wyraziste logo D&G jest przykładem kiepsko pojętego snobizmu i szpanerstwa. Chętnie bym się go pozbył - niestety producent nie tylko przyszył, ale i przykleił je do klapy plecaka. Sam plecak jest świetnie wykonany z bardzo dobrej jakościowo skóry, bez zastosowanych zbędnych bajerów. Nosi się wyjątkowo wygodnie. Doszedłem do wniosku, że jak jest widoczne na moich plecach, to również nie ma sensu ukrywać go na fotkach. A mógłbym zrobić to bez żadnego problemu.

Wracając do celu tego bloga. Dzisiejszy zestaw jest średnio-zimowy bez kolorystycznych fajerwerków. Być może następnym razem - zależy co pierwsze wypadnie z szafy.


Podstawową zaletą dzisiejszego zestawu jest wygoda i funkcjonalność. Długi wygodny płaszcz, ciepła uszanka, dobre buty.


W części spodniej znalazła się krótka skórzana kurtko-marynarka i gruby wełniany golf z prawdziwej owczej wełny, wydziergany gdzieś na Północy.
Stare spodnie Dockersa są z grubego bawełnianego drelichu.
Dochodzą jeszcze wełniane rękawiczki i wełniany szalik, gdyby było chłodniej niż się spodziewałem.


pozdr.Vslv

poniedziałek, 3 stycznia 2011

The Lament of Niyamraja

Witam
Kiedyś przypadkiem natrafiłem na tę przejmującą opowieść. Oglądaliśmy z Aubrietą ten film wielokrotnie, dość dawno temu.
Zagubiłem link i dziś się odnalazł w dziwny sposób, tak więc zapisuję go na wszelki wypadek.

The Lament of Niyamraja from Surya Shankar Dash"


pozdr.Vslv

niedziela, 2 stycznia 2011

kolory, żywioły

Witam

Pełne słońce, niebieskie niebo, zmienne kolory morza, lód, ptaki, ja i Vega - wszystko splata się w jedną całość.
Dzisiaj razem z Vegą odbyliśmy długi kilkugodzinny spacer na krawędzi dwóch żywiołów: zmrożonego lodu i morza.
Vega oczywiście w swoim gustownym biało-różowym sweterku. Natomiast ja wybrałem lekki "sportowy" zestaw i dobre buty na protektorach.
Sam zestaw jest bardzo kolorowy z dominującym czerwonym, żółtym i czerwonym. Oczywiście nie zabrakło szpanerskich "polarnych" okularów. W końcu wybieraliśmy się na rozświetloną słońcem lodową pustkę.







Wiem doskonale, że stanowimy dość egzotyczny wygląd, ubrani kolorowo razem z pieskiem. W końcu jesteśmy dość wiekowi i nie musimy przejmować się konwenansami, a to jest nasz spacer.
Zresztą Vega przyjmowała z zadowoleniem życzliwe uśmiechy i komplementy, głównie niemieckich turystów i zimowych kuracjuszy.
Kolejny raz nasunęła mi się refleksja, że nam Polakom brakuje odrobiny luzu i bardziej swobodnego podejscia do stroju. Męskość/niemęskość, wypada/nie wypada, młody/niemłody - to ciągłe dylematy tej brzydszej części naszej populacji.

Życzę dużo słońca, luzu i pogody w kolejnym 2011 roku. Załączam trochę fotek pokazujących nasz spacer.


pozdr.Vslv

2010/2011

Witam

Przełom roku, to pożegnanie starego i powitanie nowego. Różnie jest ten symboliczny moment obchodzony: bale, prywatki, spacery, koncerty, albo wcale.
Ten moment spędziliśmy w sposób nietypowy, a może typowy dla wielu.... sam nie wiem :=)
Szamanka Aubrieta drzemała na zapiecku, a ja z Vegą siedziałem na kanapie uspokajając pieska - jak wiele innych panicznie boi się huku.

Jednak wcześniej razem z Aubrietą i Vegą pożegnaliśmy się ze Starym Rokiem udając się nad kanał portowy przed północą. Aubrieta na swoim flecie pasterskim zagrała piękny koncert dla ptaszków spędzających zimę niedaleko pomostów.


Szamańskie przesłanie:

Przesyłam tym ptaszkom, które uratowałam i uratuję, aby śpiewały radośnie w tym nadchodzącym roku, oraz przyszłych wiekach, dla wilków, rysiów, niedźwiedzi i dla ludzi, którzy wciąż nieświadomie niszczą ich dom - naturę.


Radośnie patrzę na Was moi Kochani Przyjaciele.
Gram dla Was koncert na flecie pasterskim prosto z serca.
Taka jest z Wami rozmowa.
Za Kanałem Piastowskim na martwych oblodzonych drzewach rozsiadły się Kormorany czarne, całymi rodzinami.
Mewy srebrzyste przysiadły na płaskich dachach i lampach,
Krzyżówki tłumnie zebrały się na oblodzonej tafli wody,
Łabędzie nieme przechadzają się spokojnie na nabrzeżu,
Mewy śmieszki robią gwar nad głowami,
Łyski zachowują się tak, jakby szukały zguby i nic je nie interesuje.
Kawki i wrony siwe obserwują to wielkie zgromadzenie.
Czaple siwe przysiadły na Półwyspie Kosa. Muzyka dociera także do nich - unoszą lekko piórka na głowach, jakby chciały nie zgubić żadnej nuty, która wypełnia miejski eter.
Ci wszyscy wspaniali goście na tym koncercie, to moje natchnienie.

Aubrieta - 31.12.2010 późnym wieczorem.

To był wieczór, a właściwie noc.

Następnego dnia razem z Vegą wybraliśmy się nad morze powitać Nowy Rok. Dzień był nad wyraz sympatyczny - słoneczny z odrobiną sztormowego wiatru. Dobra prognoza na nadchodzące dni.


Piesek wybrał się w swoim naturalnym futerku. Przy temperaturach około zero stopni nie ma sensu przywdziewać jej w dodatkowe warstwy. Zresztą dzięki temu Vega miała okazję porządnie wytarzać się w śniegu czyszcząc swoje naturalne okrycie.


Szmatkowo-zestawowo, nie ma zbyt wielu rewelacji. Z nowości widoczny jest zakończony tuning budrysówki. Swojego czasu obszyłem futerkiem zbyt płytki kaptur. Natomiast wczoraj w wolnym czasie obszyłem również futerkiem mankiety rękawów. Niestety rękawy też były zbyt krótkie.
Po tych wszystkich futerkowych manewrach kurtka dużo lepiej spełnia swoje zadanie ochronne przez zimowym chłodem.
Nie zabrałem tym razem, ostatnio chyba nadmiernie eksponowanego skórzanego plecaka z wielkim szpanersko-snobistycznym logiem.
Za to założyłem oczywiście nie mniej szpanerskie przeciwsłoneczne okulary, chociaż miejsce i słoneczna pogoda całkowicie usprawiedliwiają ten manewr.

Plaża o tej porze roku wygląda całkowicie inaczej niż latem. Rozległa lodowa pustynia pokryta zamarzniętą kaszą lodową i kawałkami kry. Sztormowa fala cały czas uzupełnia i poszerza to lodowe pole. Na krawędzi co chwilę tryskają wodno-lodowe gejzery.


pozdrowienia Vislav

Dziękuję za wszystkie życzenia i wpisy z ostatnich dni.

To jest temat z dnia wczorajszego, niestety sieć się wysypała, dalszy ciąg dzisiaj. No i może trochę pokomentuję, jak czasu wystarczy.
Wybieram się z Vegą na kolejny spacer.